Fitoreksja - zagłuszanie lęku (wywiad dla Świata Problemów)


Fitoreksja – zagłuszanie lęku (wywiad dla Świata Problemów)

Z Ewą Polak, psycholożką, psychoterapeutką pracującą w nurcie egzystencjalnym, specjalistką terapii zaburzeń odżywiania, rozmawia Katarzyna KULESZA.

Katarzyna Kulesza: Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że w ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci liczba ludzi otyłych potroiła się. W Polsce ponad 60% mężczyzn i blisko połowa kobiet cierpi na nadwagę lub otyłość. Dbałość o zdrową dietę oraz zachowanie sprawności fizycznej z pewnością wpływa pozytywnie na stan zdrowia i jest pożądanym w dzisiejszych czasach nawykiem. A my będziemy rozmawiać o fitoreksji, czyli…

Ewa Polak: uzależnieniu behawioralnym, w którym czynnikiem uzależniającym jest aktywność fizyczna, regularność wykonywania ćwiczeń, nieustanna kontrola swojego ciała. Jest to zaburzenie należące do tej samej grupy zaburzeń co anoreksja, bulimia, kompulsywne zajadanie stresu, które powoduje, że mamy skrzywiony obraz postrzegania własnego ciała.

Osoby dotknięte tym schorzeniem są przekonane, że muszą dążyć do perfekcyjnego wyglądu, a przy tym nie mają kontaktu z ciałem. Dlatego są w stanie tak intensywnie ćwiczyć, że nie zwracają uwagi na kontuzje, bóle mięśni, stawów, zaburzenia hormonalne, które powodują pogorszenie samopoczucia. Najważniejszy jest cel – aby ciało wyglądało tak, jak oni sobie wymyślą, kalorie były spalone, mięśnie kształtne, a zmęczenie i brak snu to cena za zdobycie celu.

Fitoreksja może być także odzwierciedleniem zachowań bulimicznych oraz anorektycznych. W fitoreksji bulimicznej różne aktywności związane ze sportem służą spalaniu kalorii spożytych w czasie bulimicznych napadów obżarstwa lub po zajadaniu stresu, a w fitoreksji anorektycznej uwaga skupiona jest na ograniczaniu jedzenia i katorżniczych ćwiczeniach, by rzeźbić ciało.

Aktywność fizyczna ma dobry wpływ na nasz organizm, ruch jest zalecany przez lekarzy. Kiedy zatem pojawia się ta granica, gdy zdrowa aktywność zamienia się w kompulsywne wykonywanie czynności, a w rezultacie przechodzi w uzależnienie?

Aktywność fizyczna jest jak najbardziej pożądanym nawykiem, jeśli jednak osoby bliskie zauważają, że relacja z osobą intensywnie ćwiczącą traci na jakości, staje się płytka, nie ma dawnej regularności spotkań, ponadto osoba skupiona na ciągłych treningach zaczyna „wypadać” z kontaktu, zaniedbuje sen czy ważne sprawy rodzinne lub zawodowe, ponieważ nie może opuścić żadnego treningu, wówczas można to potraktować jako sygnały ostrzegawcze, że ta osoba może być uzależniona.
Dopóki czerpiemy radość ze stylu życia, który jest konieczny do osiągnięcia jakiegoś efektu (w tym przypadku chodzi o zdrową aktywność fizyczną i zadbaną sylwetkę), wówczas jesteśmy na dobrej drodze samorozwoju. Natomiast w sytuacji, kiedy tracimy kontrolę nad tymi nawykami, a treningi oraz dieta stają się najważniejsze do tego stopnia, że pozostałe aktywności życiowe schodzą na dalszy plan, to możemy mówić o kompulsji czy wręcz uzależnieniu. Dla otoczenia są to sygnały, że dzieje się coś złego, natomiast ta osoba subiektywnie nie postrzega tej sytuacji jako problemu. Na wszelkie próby zwracania uwagi reaguje złością. Wydaje jej się, że wszystko jest w porządku, ale tak nie jest. Bo jeśli ktoś zaczyna się katować, to znaczy, że trenowanie staje się chorą ambicją i wówczas nie ma już miejsca na mądre rozwijanie pasji, budowanie swojej siły i kondycji. Brakuje balansu pomiędzy aktywnym dbaniem o siebie i odpoczynkiem oraz poświęcaniem czasu na pielęgnowanie innych, ważnych obszarów życia.

Jeśli osoba uzależniona opuści kilka treningów, to zazwyczaj pojawia się złość, agresja, które przykrywają lęk, że traci kontrolę. Przy czym głównie od osobowości i temperamentu osoby zależy, czy będzie to agresja skierowana na zewnątrz, czy jakiś rodzaj autoagresji, np. karanie siebie poprzez redukcję posiłków, czy zabranianie sobie obejrzenia wyczekiwanego filmu do momentu, aż się na to zasłuży lub zrezygnowanie z pójścia na spotkanie z przyjaciółmi.

Sygnałem ostrzegawczym, że granica została przekroczona jest fakt, że czy będzie to agresja skierowana na zewnątrz, czy jakiś rodzaj autoagresji, np. karanie siebie poprzez redukcję posiłków, czy zabranianie sobie obejrzenia wyczekiwanego filmu do momentu, aż się na to zasłuży lub zrezygnowanie z pójścia na spotkanie z przyjaciółmi. mimo złego samopoczucia, np. kontuzji, wysokiej gorączki, osoba ta nie rezygnuje z aktywności fizycznej. Czasem może zamienić trening na siłowni czy bieganie np. na jogę, która nie wymaga tak dużego wysiłku, lub też znajdzie sposób, żeby jednak zachować dotychczasowy reżim treningów.

Jakie czynniki przyczyniają się do tego, że uzależniamy się od czynności, w tym przypadku od aktywności fizycznej?

Po pierwsze, obecnie żyjemy w takich czasach, które sprzyjają powstawaniu zaburzeń związanych z nadmiernym dbaniem o wygląd – powszechny kult ciała, kluby fitness i siłownie czynne całą dobę. Fitoreksja jest uzależnieniem od zachowań kompulsywnych, co zazwyczaj ma podłoże lękowe, natomiast lęk jest wzmacniany przez niższe poczucie własnej wartości i brak poczucia bezpieczeństwa.

Drugą ważną kwestią są czynniki psychiczne i emocjonalne. Nieprzepracowane traumy z dzieciństwa wynikające z braku kontaktu emocjonalnego z rodzicami. Nie mamy pozytywnego obrazu siebie, który buduje się w dzieciństwie, a w dorosłym życiu chroni nas na przykład przed zaburzeniem, które prowadzi do nadmiernego kontrolowania się czy różnego rodzaju natręctw. Mogą to być traumy związane z byciem wyśmiewanym w szkole i pogłębiającymi się kompleksami, także z doświadczaniem przemocy, w tym przemocy seksualnej, które w życiu dorosłym objawiają się nerwicą przybierającą formę uzależnienia od aktywności fizycznej.

Warto także dodać, że podłożem fitoreksji mogą być czynniki genetyczne, np. zaburzenie psychiczne, dysmorfofobia, czyli błędne postrzeganie własnego ciała w całości lub w jakiejś części. U osób z dysmorfofobią procesy poznawcze oraz przetwarzanie emocji są zaburzone, w związku z czym osoby te nigdy nie są zadowolone ze swojego wyglądu. Zazwyczaj są zaabsorbowane jednym lub wieloma defektami ciała, które przez innych są niezauważane lub postrzegane za niewielkie. Przy czym warto zaznaczyć, że osoby z dysmorfofobią nie „przeżywają” nadmiernie swoich kompleksów, one po prostu widzą coś, czego nie ma.

Kolejny aspekt to czynniki środowiskowe – głównie chodzi o zaniedbane relacje w rodzinie pochodzenia czy raczej ich brak. Gdy opiekunowie są nadmiernie krytyczni w stosunku do dziecka, nieobecni emocjonalnie, nie afirmują dziecka jako wystarczająco dobrego, pięknego i zaradnego, w życiu dorosłym może stać się to przyczyną fitoreksji.

Jakie grupy osób są najbardziej narażone na uzależnienie od aktywności fizycznej? Młodzież potrafi spędzać całe godziny na różnego rodzaju treningach, ale chyba w ich przypadku nie mówi się o uzależnieniu.

To prawda – dzieci i młodzież potrafią spędzić całe popołudnie na graniu w piłkę nożną czy koszykówkę, ale w ich przypadku ważną rolę odgrywa czynnik społeczny. Chodzi o integrację w grupie, o kontakt z rówieśnikami. Ponadto intensywne uprawianie sportu u młodych ludzi często jest związane z pasją. Natomiast dorośli wymyślają sobie konkretny cel, np. chcą schudnąć, wyrzeźbić ciało, pięknie wyglądać. W przypadku fitoreksji zanika czynnik przyjemności z rywalizacji sportowej, przebywania w grupie, przyjemności z wysiłku fizycznego, natomiast najważniejsze jest spalanie kalorii i obsesyjne kształtowanie swojego ciała. Jeśli chodzi o podział ze względu na płeć, to rzeczywiście kobiety mają większe predyspozycje do fitoreksji, natomiast mężczyźni do bigoreksji, czyli obsesji kształtowania odpowiedniej muskulatury.

Czy można mówić o konkretnych rodzajach aktywności, z którymi wiąże się większe ryzyko uzależnienia?

Do fitoreksji będą miały większe skłonności te osoby, które wybierają sporty indywidualne, gdzie celem jest kontrola własnego ciała, np. trening na siłowni czy bieganie, niż osoby, które wybierają rodzaje aktywności wymagające interakcji z innymi, np. taniec towarzyski, gry zespołowe (siatkówka, koszykówka). Dla osób uzależnionych od aktywności fizycznej najważniejszym celem jest skupienie się na sobie, „wycisk” na siłowni, a nie zdrowa rywalizacja, spotkanie w grupie, przyjemne spędzenie czasu. O większym ryzyku można mówić w przypadku sportów, które są raczej intensywne wysiłkowo, np. treningi z trenerem personalnym na siłowni nie wymagają kreatywności, nie pojawia się dodatkowa wartość.

Czy są prowadzone badania na temat tego zaburzenia? Czy wiadomo, jaka jest skala zjawiska?

W Polsce jeszcze nie było takich badań. Uzależnieniami behawioralnymi zajmujemy się od niedawna, ale myślę, że warto by było przeprowadzić takie badania, aby poznać szerzej ten problem. Sądzę, że skala problemu jest podobna do liczby osób z dysmorfofobią – szacuje się, że jest to 3% społeczeństwa. W takim przedziale szukałabym odpowiedzi na to pytanie.

Każde uzależnienie powoduje straty. Jakie konsekwencje wiążą się z fitoreksją?

Straty w sferze fizycznej, emocjonalnej, psychicznej, w zasadzie we wszystkich obszarach naszego życia. Fitorektycy wchodzą w etap, kiedy zaczynają niszczyć siebie, przestają dbać o harmonię w organizmie. Dopóki osoba utrzymuje stały poziom treningów, to funkcjonuje dobrze, lęk jest opanowany, jednak z czasem liczba i intensywność treningów muszą być zwiększane dla utrzymania stałego uzależnienia od schematu: adrenalina – odpoczynek – endorfiny oraz świadomości, że ma się kontrolę nad lękiem. Fitorektyk nie zauważa, że podnosi sobie coraz wyżej poprzeczkę, że zakładany na początku cel po pewnym czasie nie jest tym samym celem. Osoba ta nie dostrzega, że w międzyczasie wzrosły jej wymagania wobec siebie, że ta granica w niedostrzegalny dla niej sposób się przesuwa. Nigdy nie osiągnie się tego ideału i spokoju, że można odpuścić, przytyć kilogram czy nawet trzy – dla osoby uzależnionej jest to powód do niepokoju. Dbanie o wygląd staje się prawdziwą udręką, przy czym traci się zupełnie radość z życia, z odpoczynku, z różnych aktywności pozasportowych. Taka osoba żyje w ciągłym napięciu; jest to pułapka, z której nie może się wydostać, a na pewno nie o własnych siłach.

Cały czas wchodzimy w proces doświadczania strat? Czy są takie momenty, że osoba uzależniona doznaje ulgi, jest zadowolona z  efektów, chociażby było to chwilowe odczucie?

Tak, pojawia się uczucie zadowolenia, ale trwa ono bardzo krótko. Poza tym nie jest to spełnienie, poczucie szczęścia, raczej jest to stan zażegnanego na chwilę niebezpieczeństwa doświadczania lęku. W dłuższej perspektywie pojawiają się już tylko straty – zaburzenia układu hormonalnego, bóle mięśni, wysiada układ kostno-stawowy, zanika miesiączka. Ponadto pojawiają się konsekwencje w sferze psychicznej i emocjonalnej. Nierozwijane w zdrowy sposób poczucie własnej wartości może doprowadzić do depresji, a w rezultacie do załamań nerwowych czy prób samobójczych. Z czasem przymus trenowania jest najważniejszy, bo gdyby osoba uzależniona „odpuściła”, natychmiast pojawiłby się lęk, przed którym ona ucieka, a więc aby go zredukować, może sięgać po inne używki.

Czyli pojawia się mechanizm zamiany jednego uzależnienia na inne?

Jest to możliwe. Kiedy osoba uzależniona od ćwiczeń po poważnej kontuzji nie może wrócić przez jakiś czas do treningów, może się pojawić bulimia, czyli kompletne załamanie i zajadanie stresu, zupełne odpuszczenie kontroli. Pojawia się dezintegracja, bo coś, na co nie mamy w tej chwili wpływu, burzy cały plan. Ujawniają się i zaczynają doskwierać lęki, które fitoreksja tłumiła. U osób zamkniętych w sobie mogą się pojawić inne kompulsje albo ograniczenie jedzenia czy przejście na dietę monoskładnikową. Może się też zdarzyć, że ta osoba, która nie może realizować dotychczasowego reżimu treningów, zacznie brać środki rozluźniające, euforyzujące albo leki na sen.

Natomiast fitorektycy, którzy są w takim kołowrotku fitnesowo-siłownianym, mogą się uzależnić od suplementów, które zawierają różne substancje pobudzające. Mimo że nie ćwiczą, to mają poczucie, że kontrolują swoje ciało. Tylko wówczas lęki mogą się nasilać, ponieważ zazwyczaj te suplementy diety zawierają substancje pobudzające układ nerwowy, pojawiają się problemy ze snem i zupełnie irracjonalny lęk. To są oczywiście skrajne przypadki, ale również się zdarzają.

Wynika z tego, że jedynym skutecznym rozwiązaniem jest psychoterapia. Czy jest jakiś szczególny rodzaj terapii przeznaczonej dla osób uzależnionych od aktywności fizycznej?

Jeśli przyczyną fitoreksji są przebyte traumy, nadużycia, co skutkuje obniżonym poczuciem własnej wartości i brakiem poczucia bezpieczeństwa oraz zaburzonym postrzeganiem siebie, skuteczniejsze są terapie, w których pracuje się biograficznie, np. psychodynamiczna, humanistyczna, egzystencjalna. Wówczas praca terapeutyczna skupia się na poszukiwaniu przyczyny; dlaczego taka osoba staje się więźniem subiektywnych wyobrażeń na temat swojego ciała oraz zachowań, które przejmują nad nią kontrolę, z jednoczesną niemożnością urzeczywistnienia się prawdziwej natury i dotarcia do swoich potrzeb.

Terapia pozwala osobie uzależnionej nauczyć się, jak odnosić się do rzeczywistości, która przytłacza, ogranicza kontrolę nad swoim zachowaniem i życiem. Skupia się na szukaniu innych rozwiązań; jak poradzić sobie ze zmianą, jak uzyskać spokój, opanować lęk i nie podążać utartym schematem.

Leki przeciwdepresyjne warto stosować wówczas, gdy lęk jest zalewający, ponieważ wtedy osoba nie ma wglądu w siebie, brakuje jej spokoju i jasności myślenia, które są potrzebne, by zaufać terapii. W przypadku fitoreksji, jeśli wypracuje się inny sposób radzenia sobie z lękiem niż kompulsje, to także można odstawić leki i skupić się na stosowaniu nowych, wypracowanych na terapii mechanizmach radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, porażkami, z postrzeganiem siebie oraz z regulacją emocji. Zastosowanie jedynie farmakoterapii spowoduje, że zmiana będzie powierzchowna, natomiast gdy chcemy uzyskać większą świadomość siebie i pracować nad zmianą schematu myślenia – potrzebna jest pogłębiona psychoterapia.

Czy uzależnienie behawioralne, np. fitoreksja, wiąże się z mniejszymi stratami dla osoby uzależnionej i jej bliskich niż uzależnienie od substancji psychoaktywnych?

Fizycznie z mniejszymi, ale do pewnego momentu. Substancje psychoaktywne w krótszym czasie prowadzą do degradacji życia i powodują spustoszenie w organizmie. Uzależnienie od czynności na pewno na płaszczyźnie fizyczności dopiero po dłuższym czasie prowadzi do niekorzystnych zmian, natomiast na płaszczyźnie psychicznej negatywne konsekwencje ujawniają się znacznie wcześniej. Zaniedbane są inne aktywności życiowe i obowiązki, następuje spłycenie relacji lub zupełne wycofanie. Wówczas taka osoba jest daleko od siebie, umyka osobom bliskim; nie dość, że nie jest w kontakcie ze swoją naturą, z potrzebami ciała, pomija siebie, jest także niedostępna w relacjach.

Warto dotrzeć do przyczyn fitoreksji, ponieważ z uzależnieniami behawioralnymi jest trochę inaczej niż z uzależnieniami od substancji psychoaktywnych. W wielu przypadkach nie można zrezygnować z czynności, które stały się przyczyną uzależnienia. Byłoby to niewykonalne i chyba bezcelowe.

Nie chodzi o to, żeby zupełnie zrezygnować z wykonywania tej czynności, lecz o to, żeby pracować nad większą świadomością siebie i swojego ciała – jeśli ktoś wie, do czego ma skłonności i o co samego siebie pytać – np.: dlaczego czuję złość, rozczarowanie, smutek, mam poczucie straty? – to ma też świadomość, kiedy pojawia się destrukcyjne myślenie. Osoba świadoma stara się to poczuć i przerobić na poziomie emocji, bez zagłuszania tych emocji i wpadania w zero-jedynkowe myślenie, że to ja jestem gorszy i wybieram intensywny trening, bo tylko to jestem w stanie skontrolować. Ważne też, żeby po zakończonej terapii nie popaść w skrajność i zacząć ograniczać treningi lub zupełnie z nich zrezygnować. Może się zdarzyć, że w sytuacji, kiedy jesteśmy wypoczęci, mamy więcej energii, wówczas zwiększamy aktywność fizyczną, ale czasem osoby wychodzące z uzależnienia narzucają sobie ograniczenia, myśląc: „nie, to jest mój schemat, to jest moja pułapka, nie wolno mi”. Wolno. Zdrowienie opiera się na zaufaniu do siebie, że teraz aktywność fizyczną wykorzystuję, by miło spędzić czas, spożytkować energię, a nie po to, by zagłuszyć lęk. Żeby się uwolnić od tego myślenia, muszą być wypracowane nowe schematy zachowań. To jest bardzo ważne, żeby nauczyć się na nowo sobą zarządzać i kierować swoim życiem. Z czasem można to zaufanie do siebie odzyskać i nauczyć się osiągać coraz większą harmonię, ale nie zawsze osiągnięcie tego celu jest możliwe.

Dziękuję za rozmowę.

O sposobach pracy z osobami cierpiącymi m.in. na zaburzenia odżywiania Ewa Polak opowiada na swoim kanale YouTube „Ewa Polak − W Centrum Sensu”.

Źródło: http://www.swiatproblemow.pl/fitoreksja-zagluszanie-leku/

Komentarze
* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.